chwilowo na innym blogu :)
Ciągłe odliczanie dni do weekendu, siedzenie w tym jakże pięknym liceum średno po 8 godzin dziennie, a następne tyle spędzone w domu w stercie książek i zeszytów. Tak ostatnim czasie prezentuje się harmonogram mojego dnia. Nie mam czasu dla siebie, nie mam czasu dla nikogo innego. Sobota - impreza, z której wracam zwykle o 8 rano, niedziela przygotowanie się do szkoły i znowu powrót do początku. Czy to nie nudne? Chwilowo przenoszę się na hybridtheory.mylog.pl chociaż na prowadzenie bloga też nie mam czasu. Na nic nie mam czasu i to wcale mi nie odpowiada. A tak poza tym, to ostatnio nie mogę na niczym się skupić. To wszystko.. przez niego oraz przez emocje związane z jutrzejszym dniem ;) uwielbiam soboty!
2005-10-07 17:52:45 skomentuj (4)

Something I can never have
Przed oczami wiruje mi zamazany obraz minionego tygodnia. Kolejne wysnute wnioski chowające się pod nawałem coraz nowszych emocji. Za każdą chwilą ciągną się nowe spontanicznie napływające idee. Chęć bycia kimś lepszym, naprawienia wyrządzonego zła czy też coś zupełnie innego. Nie potrafię już nadążyć za tym wszystkim. Tak wiele zmienia się w tak krótkim czasie.. zbyt szybko nawet. I mam świadomość, że wszystko co udało mi się dotychczas osiągnąć może w przeciągu ułamku sekundy runąć niczym domek z kart układany na wietrze. Nie jest idealnie, chociaż wydaje się być bardzo dobrze. W każdym bądź razie mogło być gorzej, o wiele. Udało mi się całkowicie nie załamać. Ciągle uczę się na własnych błędach. Staram się nie popełniać ich dwa razy, chociaż wiem że tego co się wydarzyło nie naprawię. Przestaje mi na tym zależeć. Odnoszę wrażenie że na niczym mi nie zależy ale to chyba tylko moje własne przeświadczenie.
Siedzę na fotelu, wokół mnie panuje ciemność, którą tak bardzo uwielbiam. Nie mam ochoty na bardziej szczegółowe zagłębianie się w te wszystkie refleksje nasuwające mi się na myśl. I znowu te dręczące pytania na które nie potrafię znaleźć jednej sensownej i choć trochę satysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Więc daję sobie z tym spokój. Wyciągam z zakurzonej półki discmana i wkładam jedną z płyt. Tak mijają kolejne godziny i zapominam o rzeczywistości, chociaż przez chwilę mogę skupić się wyłącznie na napływających dźwiękach wspaniałej muzyki, którą tak bardzo uwielbiam. Przesłuchanie kilku piosenek NIN i SP w zupełności wystarczyło żeby znowu mi odbiło na punkcie poznawania różnych kapel. Byłam głupia że wcześniej przechodziłam obok nich obojętnie. Nie wiem skąd wzięło się u mnie takie zaślepienie. Słuchałam na okrągło tylko jednego gatunku muzyki i nie widziałam nic poza rap rockiem. Oczywiście miłość do LP trwa nadal i nic nie zapowiada się na jej skończenie. Hybrid Theory i EP. Dwie ulubione i bezkonkurencyjne płyty. Idealna muzyka, idealne teksty.. może zbyt idealne dla mnie. Tak piękne że nie potrafię tego opisać i gdybym nie poznała nigdy tego zespołu, nie potrafiłabym sobie tego nawet wyobrazić. Może ten opis wyda Wam się trochę przesłodzony, ale ja właśnie to czuję do ich wspaniałej muzyki. Wielki sentyment i miłość której ogromu nie potrafię nawet sprecyzować. Wiele emocji temu towarzyszy, ale nie będę opisywać tego wszystkiego na blogu, bo i tak pewnie nikt nie zrozumie. Piękny głos Chestera docierający do mnie zaraz po włączeniu jakiejkolwiek płyty LP lub Grey Daze. Mike rapujący o niebanalnych sprawach, z którymi spotykamy się na codzień. Utalentowani muzycy, wiedzący w jaki sposób dotrzeć do fanów, co sprawić by ich pokochali tak bezgraniczną miłością jaką ja do nich żywię. Mam w dupie całą komercję i jakiekolwiek posądzenia o nią. Wkurzają mnie pseudofani, fanki kochanki czy ludzie udający miłość do nich bo są popularni. Nie rozumiem też jak można lubić jednego bardziej, innego mniej. Dla mnie wszyscy są tak samo ważni bo tworzą jedność - Linkin Park. Nie znam ich osobiście i nie mogę nic więcej o nich powiedzieć, a ich życie prywatne mnie w ogóle nie interesuje bo to nie ma żadnego związku z muzyką. I znowu zeszło na ten omawiany już wielokrotnie mało interesujący temat. Mogłabym pisać o moich muzycznych przeżyciach i fascynacjach w nieskończoność, bo jest to jeden z moich ulubionych tematów, ale z uwagi na to, że pewnie już was w 100% zanudziłam jak podejrzewam, nic więcej nie napiszę.
Czas leci w przerażająco szybkim tempie. Wakacje upływają bardzo szybko, a ja ciągle staram się jakoś wykorzystywać ten czas wolności. Mało interesują mnie codzienne sprawy i staram się nie myśleć o tym co nie jest dla mnie zbyt miłe. Mam strasznie wybuchowy charakter i to jest przyczyną wielu nieporozumień. Nie.. nie dam się. Uwielbiam robić ludziom na złość :P a nie odzywanie się na prowokujące zaczepki jest najlepszą rzeczą jaką mogę w tej chwili zrobić by tą osobę rozzłościć i nie dawać jej kolejnych powodów do kłótni. Cieszę się że jest ktoś kto mnie rozumie i wspiera, chociaż wcale na to nie zasługuję. Potrafię mieć wszystko w dupie i nic może mnie nie obchodzić, ale jeśli chodzi o coś poważniejszego to naprawdę trudno jest mi sobie z tym poradzić. Niektóre rzeczy tak dziwnie na mnie działają. Wywołują różne nieokreślone emocje których nie potrafię scharakteryzować. Powracają w przeszłość, do jakiegoś zamglonego, ledwie widocznego wydarzenia którego nawet nie mogę z niczym skojarzyć. Uświadamiam sobie własne słabości i staram się z nimi walczyć, ale one mnie przewyższają. Czuję tylko niechęć do siebie i natężającą się intensywnie bezradność. I tak przez następne kilka chwil aż nie dam sobie z tym spokoju. Przesadzam.
Nie będę dłużej pieprzyć takich bzdur na tym blogu. Mam problem ze zrozumieniem siebie. Nie chcę nikogo przekonywać do swoich racji, bo pierwszą osobą którą musiałabym przekonać byłabym ja sama. Po pierwsze jestem żałosna, bo lubię robić problemy ze wszystkiego. Jestem cholerną materialistką.. Ogłupioną przez modę i otoczenie w jakim się wychowuję. I tak bardzo chciałabym dorównać osobom, którym wiem że nigdy nie dorównam. Nadal mam ideały a jednak wiem, że to głupie. A najgorsze jest to, że nie chcę się zmienić. A może i dobrze. Chcę być po prostu sobą. Nie myślę o takich idiotyzmach cały czas. Lubię się dobrze bawić. Szukam do tego okazji. Imprezy, koncerty, wypady ze znajomymi nad jezioro, siedzenie do rana przy ognisku z super ludźmi, ta miła atmosfera której nie da się zapomnieć nawet po spożyciu dużej ilości alkoholu :P Naprawdę czuję ogromny sentyment do takich rzeczy.
Boję się tylko że coś spierdolę, bo w tym jestem chyba najlepsza. Idzie mi dobrze, ale wiem że jeszcze wiele rzeczy nie jest tak jakbym tego chciała. A zepsuć jest łatwiej niż naprawić. Kilka dni temu miałam do pewnej sprawy całkiem inne podejście. Naprawdę odczuwam teraz że mi zależało, byłam gotowa pójść tam nie zwracając uwagi na konsekwencje i przeprosić, co było by pewnie nawet kłamstwem a przeszłości by nie zatarło. A teraz jest całkiem inaczej. Nie żałuję że tego nie zrobiłam. Nie obwiniam się za nic i nie mam zamiaru dłużej pieprzyć sobie wakacji, bo są wspaniałe. Ostatni miesiąć zapowiada się fantastycznie :) Już wszystko mamy dokładnie zaplanowane.
Notka została napisana trochę wcześniej, ale ze względu na moje lenistwo wstawiam właśnie teraz :)
2005-07-26 10:31:41 skomentuj (5)

You do what you ve always done best.. you run
Ostatnio niektóre rzeczy zaczynam dostrzegać w inny sposób. Nie wiem jeszcze czy 'inny' znaczy lepszy, ale coś wyraźnie się zmienia. Pewnie te wakacje uznałabym za całkiem spieprzone, ale wcale tak nie jest i dobrze o tym wiem. To ja zawsze oczekiwałam od ludzi i świata, żeby wszystko było pięknie i szło według mojej myśli. Nie dawałam nic od siebie, a to przecież jest w tym najważniejsze. Cieszę się z każdej chwili spędzonej z kimś kogo lubię. Tragedią było by jakby takich osób nie było. A tych co mają mnie w dupie mam dwa centymetry głębiej. Nikt nie zakłóci mojego szczęścia. Będzie dobrze, wiem o tym. Wystarczy tylko trochę poczekać, nie wiem ile ale chyba już niedługo. Zawsze brakowało mi tej cierpliwości pozwalającej mi zachować spokój. Piątkowe spotkanie było pomimo moich obaw bardzo udane, umówiłam się z kimś na poniedziałek, a koncert.. było zajebiście! Kocham tą atmosferę. Wokół wszędzie ciemno, tylko wielka scena jest oświetlona, dobrze bawiący się ludzie wokół mnie a w głośnikach mocna głośna muzyka. Czy to nie piękne? O tylu rzeczach można zapomnieć. Oczywiście żałuję że kogoś ze mną nie było, ale obiecuję, że kiedyś to nadrobimy :) Nie ukrywam, że nie przestałam jeszcze mieć myśli czarnych jak lakier na moich paznokciach i zdarza mi się popadać w taki stan, kiedy wszystko co mi się nie podoba tłumaczę sobie własną beznadziejnością. To jedna z moich wad i chyba długo jeszcze jej nie przezwycięże. Ale też nie zamierzam się z nią godzić. Zmienię trochę temat i wpomnę o tym czego obawiałam się najbardziej chyba przez całe trzy lata spędzone w gimnazjum.
Z napięciem wyczekiwałam ostatnich dni czerwca. Dni decydujących o mojej dalszej przyszłości. Czekałam na definitywny wynik. Dostałam się czy też nie. W końcu nadeszła TA chwila. Lista miała być wywieszona po 10.00. Poszłam w stronę budynku I liceum im. Marii Skłodowskiej Curie, mającego dość wysoką pozycję na rankingu szkół w województwie. Wątpiłam w to, że mogłabym się tam dostać, szczególnie biorąc pod uwagę fakt iż do klasy, która najbardziej mi się podobała z rozszerzonym językiem angielskim, historią i wiedzą o społeczeństwie składało podania ponad stu kandydatów. Na salę wniesiono kilka tablic informujących kto został przyjęty. Od razu zostały obleżone tłumem ludzi chcących dowiedzieć się swojego wyniku. Ja przez dłuższą chwilę stałam niezdecydowanie z tyłu przyglądając się temu wszystkiemu, sama nie wiedziałam co dalej robić. Stać i patrzyć bezczynnie marnując czas na obserwowaniu ludzi odchodzących od tablic cieszących się z dobrego wyniku lub też całkiem zrezygnowanych z powodu nie przyjęcia do szkoły; czekać jak wszyscy odejdą i dopiero wtedy sprawdzić swoją pozycję na liście czy może wyjść i czekać na dalszy przebieg wydarzeń. Wszyscy powtarzali mi jak trudno jest dostać się do tej szkoły, więc szczerze wątpiłam czy się tu dostanę. W końcu poszłam do jednej z tablic wywieszonych na ścianie i nerwowo rozpoczęłam poszukiwanie swojego nazwiska na liście. Znalazłam.. byłam poza pierwszą 10, ale mogłam być zadowolona z rezultatu.Za mną jeszcze długa lista. Chyba do 137. Bałam się, że się nie dostanę. Z niewiadomo jakiego powodu, tak nagle cholernie zapragnęłam tu chodzić. Nie potrafię opisać szczęścia jakie mnie w tym momencie ogarnęło i tej ulgi którą poczułam. Poszłam do innego liceum, zobaczyć na której jestem tam pozycji. Równieź zadowalająca 6. pozycja. Na całej liście mieściło się około 60 osób. Zrezygnowałam jednak z tej szkoły i poszłam odebrać złożone wcześniej papiery. Wybrałam to pierwsze liceum, nie wiem czy dobrze zrobiłam, czy kiedyś będę tego żałować, na staram się nie myśleć o tym co może mnie tam czekać. Sama świadomie się w to pakuję, wiem że to szkoła o bardzo dobrej opini i wysokich wymaganiach. Nadszedł 1. lipca. Weszłam do mojej przyszłej klasy. Pierwsze wrażenie.. 36 nowych osób czekających w sali języka francuskiego na wychowawcę - nauczycielkę historii również, jak się później okazało. Trochę dziwnym uczuciem było siedzieć w szkolnej ławce na początku lipca i rozmawianie o tym co będzie za dwa miesiące. Co dalej z czasem się dowiem, a za rok o tej porze o mojej nowej szkole i uczniach klasy III 'e' będę wiedzieć wszystko ze szczegółami i może nawet więcej, więc na razie mi się do niej nie spieszy. Przede mną prawie dwa cudowne miesiące wolności.
2005-07-06 02:46:00 skomentuj (6)

hide your make-up
Uwielbiam siadywać wieczorami przy otwartym oknie. Czerwcowy chłód napełnia cztery ściany mojego skromnego pokoju - a właściwie mojego małego świata. Za oknem pełno nocnych świateł, w pokoju błogi spokój, cisza. Warunki sprzyjające wręcz zagłębianiu się w różne refleksje. Wyciągam z małej półki przy biurku jedną z wielu stojących w równym rzędzie płyt. W ciemności ledwie dostrzegam jej okładkę. Guano Apes - Proud Like A God. Bez wątpienia jest to jedna z moich ulubionych płyt. Wkładam ją do odtwarzacza i już po chwili dochodzą do mnie pierwsze dźwięki pięknej muzyki. Tym potwierdza się teza, jak ważną rolę w moim życiu ona odgrywa. Dokładnie wsłuchuję się w każde napływające do moich uszu słowo, każde brzmienie gitary, uderzenie w perkusję. Bez muzyki moje życie było by prawdopodobnie całkiem puste. Czy nie jest? Tego sama nie wiem. I tego chyba nikt nie może stwierdzić, bo nikomu nie pozwoliłam dotychczas się poznać. Często odnoszę wrażenie że sama siebie nie znam, że mam wiele osobowości, i każda jedna osoba zna mnie z innej strony. To kłamstwo. Po prostu w mojej głowie nie wszystko jest poukładane tak jak należy. A kiedy będzie? Powinnam raczej zapytać samą siebie czy kiedykolwiek będzie, bo jakoś nigdy do tego nie dążyłam. Sprawiam wrażenie, jakby mi na niektórych rzeczach w ogóle nie zależało. Ale często wcale tak nie jest. Pracuję nad sobą bez widocznych skutków. Są chwile w których naprawdę mam już wszystkiego dość. Tak naprawdę nie lubię całkowitej samotności. Ale znalazłam się w takiej sytuacji, w której tylko na nią jestem zdana. Najgorsza jest świadomość, że to wszystko moja wina. Świat nie jest taki idealny jakby się mogło wydawać. Przynajmniej nie dla mnie. No cóż, trzeba pogodzić się z złośliwością losu i żyć dalej z nadzieją że będzie lepiej. Jednocześnie nie łudząc się że kiedykolwiek będzie jeszcze tak pięknie. Przekonałam się co to znaczy, że życie jest popierdolone. Przyjaciele mnie olewają, nikt nie ma czasu aby cię wysłuchać, jestem zdana tylko na siebie, a ponad to czuję znowu tą cholerną samotność. Albo to ja patrzę na świat z innej perspektywy bądź mam do wszystkiego trochę inne podejście. Rozumiem, że na świecie żyją ludzie z innymi, poważniejszymi problemi. Nie mam pojęcia po co to piszę. Nie chcę się użalać nad sobą, mówić ciągle co mi się na tym świecie jeszcze nie podoba, pisać jaki to on jest niesprawiedliwy.. to właśnie jest jedna z moich słabości. Robienie wielkiego problemu z niewiadomo czego. Tak, przyznajcie mi racje, jestem popierdolona. Za mało powiedziane. Jak można nazwać człowieka, który sam nie wie czego chce? Nie potrafi sprecyzować kim tak naprawdę jest i co chce robić w przyszłości?
Nie lubię pisać o moich problemach. Po pierwsze dlatego, iż wiem że każdy z was ma swoje życie, na które patrzy w sposób zazwyczaj całkiem inny niż ja. Nie wiem jaki, bo nigdy nie dane mi było stać się kimś innym. Ale na pewno nie ma ludzi myślących tak samo. I to co ja tutaj wypisuje, to co dla mnie może być ważne, dla innych totalną głupotą. Poza tym to jest żałosne. I tak nie przyniesie mi to żadnego uspokojenia ani korzyści.
W moim odtwarzaczu znajduje się już kolejna płyta. Walking On A Thin Line, również Guano Apes. Genialna muzyka. Chociaż miłość do Linkin Park wcale się nie skończyła. Ale te dwa zespoły trudno mi w jakiś sposób porównywać do siebie. W każdym razie je uwielbiam. Albo i to za mało powiedziane. Te piękne teksty odzwierciedlające moje uczucia w chwili obecnej. Wierzcie mi, ze to naprawdę pomaga. W całym moim życiu poznałam wiele wspaniałych osób. Przeżyłam z nimi wiele pięknych chwil, nawiązałam wiele przyjaźni. Powracanie do tych niesamowitych wspomnień często boli, były takie piękne że gdy powracam do nich po jakimś czasie, chcę znowu tam być. Everything falls apart (...) nic nie jest wieczne. Czasami pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś może jeszcze tak być. Ale pisałam już, że nie mogę sobie zbyt wiele obiecywać. Życie płynie dalej. Z każdą sekundą staję się starsza, z każdym dniem doświadczam nowych przeżyć, z każdego wydarzenia staram się wyciągać sensowne wioski. To co myślą o mnie inni mam w dupie. Jak można przejmować się opinią osoby, która gówno o mnie wie. Sama nauczyłam się nie oceniać wszystkich z góry, tak jak to zdarzało mi się czynić kiedyś. Dobrze, że zrobiłam już ten mały postęp. Człowiek uczy się przez całe życie. W moim przypadku jest to pełna przeszkód droga do celu, którą pokonuję często z wielkim trudem, potykając się na własnych błędach. Ale staram się już unikać podobnych błędów, nie popełniać ich po raz kolejny. Nigdy nie wiadomo co czeka nas na końcu tej wędrówki jaką jest nasze życie. Chciałabym spełnić swoje największe marzenie.. zna je tylko jedna osoba, i na razie nie chcę tego zmieniać. Jeszcze nie jest na to odpowiedni czas. Kiedyś moim największym marzeniem był koncert LP. Oczywiście nadal chciałabym na niego pójść, i nie tylko na LP i mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie. Czy nie zauważyliście, że w moim życiu ostatnio jest trochę optymizmu? Dziwne, że taka urodzona pesymistka jaką ja jestem nagle dostrzega dodatnie strony życia ;)
Nie zależy mi już na względach niektórych osób. Trudno, byłam gorsza, muszę się z tym pogodzić. Szkoda tylko że nie dowiedziałam się dlaczego. Nie mam odwagi się zapytać. Ale strach jest po to, aby go przezwyciężać. Zapytam, choć podejrzewam, że nie dostanę odpowiedzi, która by mnie usatysfakcjonowała. Cieszę się z tego co mam. Dwie osoby, które i tak potrafią mnie dobrze zrozumieć. Czyli Pauline i... moja mama. Tak, właśnie mama. Bo jestem do niej bardzo podobna i już dość dawno to zauważyłam. Poza tym mam kilku super kumpli z zajebistym poczuciem humoru, i kilka dobrych koleżanek z którymi czas spędzam równie przyjemnie. Muzyka, książki S. King'a, grafika, forum, blogi, MTV.. to tylko takie dodatki, ale również ważne. Może to nie wszystko, ale chyba najważniejsze. Do końca roku szkolnego pozostały zaledwie dwa tygodnie. Mam mieszane uczucia co do tego. Z jednej strony szkoda, że rozstaję się z moją klasą. Z drugiej cieszę się, że wreszcie przestanę być upokarzana przez tak bardzo nienawidzących mnie nauczycieli. Chociaż przyzwyczaiłam się do tego braku sympatii kierowanej przez nich w kierunku mojej osoby. Po wakacjach czeka mnie nowa szkoła, nowa klasa, inni nauczyciele. Nie wiem jak będzie i dlatego wolę na razie powstrzymywać się od wszelkich komentarzy. Nie lubię snuć bezsensownych wywodów na tematy o których nie mam na razie żadnego pojęcia, wybiegać w przyszłość. O wiele łatwiej jest żyć teraźniejszością i cieszyć się chwilą obecną.
Lenistwo nie pozwalało mi pisać żadnych notek w ostatnim czasie :P Za każdym razem kiedy zabierałam się do napisania czegokolwiek, nie mogłam znaleźć rzadnych inspiracji, lub też coś mi przeszkadzało. Postawiłam zbyt wysokie wymagania wobec siebie, chciałam napisać coś, czego nie chciałam kasować na drugi dzień po przeczytaniu. Nie wiem ile wyniknie z moich starań. Nie mam talentu do pisania notek. I z czego tu ta 5 z polskiego? Nad stylem też muszę trochę poćwiczyć. Tak więc wybaczcie mi moją dość długą nieobecność. Powinnam napisać to na wstępie, ale tak się jakoś złożyło, że to pominęłam.
Scratch the pitch and fool me around the time's gone, and no, don't forget where you are coming from hide your make-up. Ach tak! Musiałam to napisać! Uwielbiam to! Wydaje mi się, że nadmierne słuchanie muzyki w moim przypadku, negatywnie odbija się na mojej psychice. Nie traktujcie tego zanadto poważnie :P
2005-06-13 01:58:51 skomentuj (10)

---------------------
created by
Me all rights reserved!
**2005**